8 kwietnia 2011 roku w Muzeum Powstania Warszawskiego odsłonięto tablicę poświęconą Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej Lechowi Kaczyńskiemu. Tablica, która zawisła na fasadzie siedziby Muzeum upamiętnia twórcę instytucji - tragicznie zmarłego w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, 10 kwietnia 2010 roku. Kilka dni po katastrofie zgłosili się do nas Powstańcy Warszawscy z inicjatywą upamiętnienia Lecha Kaczyńskiego, któremu zawdzięczają istnienie Muzeum. W tak symbolicznym miejscu nie mogło zabraknąć upamiętnienia postaci Pana Prezydenta – mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Tablica o wymiarach 100x65cm, została wykonana z czarnego, satynowanego granitu, z odlaną z brązu podobizną Lecha Kaczyńskiego. Jej autorem jest Andrzej Renes, warszawski twórca - autor takich projektów, jak statuetka Wiktora, czy pomnik Stefana Starzyńskiego.
W uroczystości udział wzięli: prezydent m.st. Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, gen. bryg. Zbigniew Ścibor Rylski - prezes Związku Powstańców Warszawskich, Stanisław Oleksiak - prezes Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Stanisław Krakowski - prezes oddziału warszawskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, brat tragicznie zmarłego prezydenta, Jarosław Kaczyński.
Muzeum Powstania Warszawskiego powstało w 2004 roku, z inicjatywy i dzięki determinacji Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego Prezydenta m.st. Warszawy. Na spotkaniu z żołnierzami Armii Krajowej w lipcu 2003 roku zapadły najważniejsze decyzje dotyczące przyszłego Muzeum. Ustalono m.in. przyszłą lokalizację – wybrano budynek dawnej elektrowni tramwajowej przy ul. Przyokopowej, a Prezydent obiecał Powstańcom, że nowoczesne muzeum będzie gotowe na sześćdziesiątą rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego. Trzynaście miesięcy później zwiedzający mogli oglądać pierwszą odsłonę muzeum. Podczas oficjalnych uroczystości w Muzeum Powstania Warszawskiego, z udziałem kombatantów, przedstawicieli państw z całego świata oraz warszawiaków, Lech Kaczyński zwrócił się do zgromadzonych gości: Zaczyna żyć instytucja gromadząca i udostępniająca wszelkie dokumenty, na różny sposób utrwalone obrazy, przedmioty związane z Powstaniem Warszawskim – instytucja, której tak bardzo brakowało tym wszystkim, dla których pamięć sześćdziesięciu trzech niezwykłych dni 1944 roku była i jest droga. (…) Muzeum jest hołdem dla tych wszystkich, którzy zginęli w walce w 1944 roku i w latach późniejszych, wszystkich tych, którzy odeszli w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat i dla tych, którzy są z nami dzisiaj. Ale to Muzeum powinno być hołdem także dla tego pokolenia, którego nie ma już wśród nas.
Polska flaga. Biel i czerwień. Te barwy mają swoją wymowę.
Wstałem przed godziną siódmą. Zjadłem pół bułki i pojechałem na Krakowskie Przedmieście. Pomyślałem sobie, że w rok po 10 kwietnia 2010, warto zakończyć ten temat, osobiście. Pamięć po tych ludziach czy innych którzy zginęli idąc pewną drogą, widząc swój cel, pozostanie zawsze. Nawet jeśli my kiedyś znikniemy z tych ziemskich chodników to na karcie historii pojawi się ta czy szereg innych ważnych dla naszego kraju dat.
Miałem dziś wrzucić kilka fotografii z poranku pod Pałacem Prezydenckim, ale nie zrobię tego. Nie jestem już przekonany chcę oglądać osoby które obrażają wszystkich jak leci, wszystkich tych którzy nie są z/za nimi. Ci rodacy i ich poglądy są tak daleko od moich, że nie będę nawet tego głębiej komentował.
Jeśli nie uda mi się nigdy pojechać do Smoleńska, uważam że dziś koniec tego tematu.
Polska flaga. Biel i czerwień. Te barwy mają swoją wymowę. Jedni są biali, a inni czerwoni. Nie ma nic po środku. Jak to powiedział Piłsudski: Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy, a Niemen: Dziwny jest ten świat...
19 godzin jazdy pociągiem do wielkiej Moskwy, potem do samolotu. Po przeleceniu 6900km wylądowaliśmy w zimnym Władywostoku. Nie wiem dlaczego ale wszelakiej maści służby uparły się na kontrolowaniu mojej osoby. Pokaż, wyjmij, zamknij, jeszcze raz. Nigdy nie byłem w Rosji (tej wielkiej i dalekiej), ale widać od razu, że nie ma tu większości naszych zasad. Mimo to ten kraj wydaje się szalenie zaskakujący, chociaż chyba oto chodzi.
Na zdjęciu dworzec we Władywostoku. To tu kończy się trasa kolei transsyberyjskiej. 9288 kilometr. Miasto niczym rosyjskie Los Angeles. Budują, remontują, mielą, piją, a my między tym wszystkim.
Pierwszy raz odczuwam jet lag. Plus 9 godzin od czasu domowego.
Władywostok na dwóch fotografiach. Oprócz nich dziś nie ma tu ogromnego portu w całym mieście, milicjantów, korków i japońskich samochodów. Tylko to. Nieporządek i otwarte studzienki kanalizacyjne.
Taksowkarz z Wladywostoku to dobry kierowca. Chyba wiekszosc rosyjskich kierowcow ma do tego talent. Po pierwsze dziury na drogach trzeba sprytnie omijac i nie byc oslepianym przez innych, a na koniec umiec walczyc na drodze. Ja nie mialbym odwagi jezdzic tam samochodem, szczegolnie w prawostronnym ruchu z kierownica po lewej.
Lot z Vlad do Pek byl lekko stresujacy, Tupolew moze i szybki, ale wole inne areoplany. Niebo nad Korea Polnocna bylo w pelni zachmurzone wiec nic nie widzialem, niestety, za duzo sobie wyobrazalem. Pekin przywital nas cieplem, duchota i zachmurzonym niebem.
Ciezko pisac bo wszystko jest zbyt wiele. Aklimatyzacja do tego miata nadal w progresie. Nie wszystko ogarniam, ale to mi sie wlasnie podoba.
Jutro jesli nie bedzzie padac wsiadam na rower.
Do nastepnego! O ile dam rade walczyc z tym netem i komputrem przy akwarium z dziwnymi rybkami. Off.
Chinczycy to bardzo mili ludzie. Duzo sie usmiechaja i wydaja sie byc bardzo zadowoleni z tego co sie dzieje. Tak to czuje bo zrozumiec ich mowy raczej nie dam rady. Troche zaluje ze wczesniej nie interesowalem sie tym krajem, ludzmi i kultura.
W Polsce chyba nie dalo by sie tak latwo fotografowac jak tutaj.
Posiedzimy dluzej w Chinach kosztem Mongolii, bo niestety nie wszystko moze byc takie jakie chcemy i planowalismy. Troche mi szkoda, ale bedziemy miec wiecej czasu by posiedziec na Syberii. Udalo sie kupic ostatnie bilety na lot do Irkucka. Cos za cos. Mateczka Rassija znow nas wzywa.
Pisanie na ekranie 26-04-2011 / Chiny / Link / (6)
Ostatnie chwile w Pekinie. W nocy samolot i ucieczka od wielkiego miasta, którym jestem już dziwnie zmęczony. Za dużo tych dźwięków, cwaniakow i ludzi.
Jutro Irkuck i Slydianka. Mam nadzieje ze damy radę.
Paka!
PS. 25 lat temu czarnobylska elektrownia zmieniła życie wielu ludzi.
Widok na zamarzniety Bajkal, pustynię Gobi, piękny.
Widok braku plecaka na lotniskowej taśmie i smiejace się buzie Pan z Siberian Airlines, super.
Mam aparat, ciepłe buty, dwie prawie naladowane baterie, notatnik i kurtkę.
Jeśli bagaż który gdzieś tam jest w Azji nie wróci do mnie to chyba będę musiał zakończyć swoją podróż. Nie tak wyobrażałem sobie pierwsze chwile w Irkucku.
Zaraz autobus nad Bajkal i zimne schody z wifi na dworcu w Irkucku.
Nie mam jak wrzucić fotografii, a iPhone nie zastąpi mi kompa. We wsi tylko w ljuks hotelu wifi. W każdym razie udało się dojechać nad Bajkal. Kierowca busa bił rekord producenta jego masziny. Strach. A Bajkal...nie tak sobie go wyobrażałem oglądając fotografie w sieci. Jest bardziej dziki, zimny i jakiś magiczny. Tak jak było widać z samolotu to północny Bajkal jest totalnie zamarzniety. Tu na południu tez jest lód. Przy ujsciu jeziora do Angary lodu nie ma. Jak piszą raz na 200 lat to miejsce skulo się lodem. Robi wrażenie.
Zbiegalismy z górki na prom do Portu Bajkal. Niesamowity dźwięk jak prom przebijal się przez lód który składa się z milionów sopli. Pierwszy raz takie coś widziałem. Jest ich tak dużo ze można na nim stać. Sama wieś to takie miejsce do którego zawsze chciałem dotrzeć. Opuszczone statki, ruskie kacapy*, tory kolejowe i konie które chodzą po stacji kolejowej szukając trawy. Wszystko na zboczu gór.
Przyjechałem tu by przejechać się koleją bajkalska lub krugobajkalska. W Rosji na pytanie gdzie jest port, czy o której będzie autobus, każdy odpowiada: jest. W każdym razie odcinek 90km pociąg jedzie około 6-10 godzin w zależności od pociagu. Droga nad samym Bajkalem przez prawie 40 tuneli. Port Bajkal - Kułtuk. Marzenie.
Jak się dowiedział Władimir od Wasiliego czy jak im tam w sobotę mam odebrać mój bagaż z samego rana. Oby tym razem dojechał. Byłem zmuszony iść w Irkucku na bazar. Sprzedawcy rodem kaukazkiej urody, ciemna twarz, okulary, brody i czarne kurtki. Jak zlot kaukazkiej mafii. Wam dżinsjów nie nada? Dawajcie, pasmatrijcie. I ciągnie kacap za rękę. Kupiłem w końcu u jakiejś mongolki. Dogadać się nie dało. Jakoś mnie to dobilo. Potem Fanta w barze Towarnego Doma. Rosja w pigułce i urwana klamka, która w dziadowym nastroju doprowadziła mnie do łez ze śmiechu.
Jutro wieczorem Irkuck, Paryż wschodu. Czyli drogie hotele nie idące w parze z jakością. Niestety nie wszystkie miejsca robią "registracje" czyli coś w rodzaju tymczasowego meldunku, pieczątki. Hotele tak.
Idziemy na ryby i piwo. Wieje.
*) Kacap - potocznie zwany przez nas typ "ruskiego". Dres, fryzura na garnek, smierdzacy. Może mieć tez złoty uśmiech. Bez znaczenia.
Za oknem pociągi, słońce, śnieg, morza na ulicach. Siedzimy w poczekalni płatnej. Dywany, kanapy, luksy nad luksami. Cena jedynie 6 zł za godzinę. Sala niczym połączenie kapitalizmu z socjalizmem. Na pierwszy rzut gustu podoba mi sie.
To dobra sprawa bo piętro niżej 10,000 ludzi próbuje gdzieś wyjechać. Nam udało sie kupić bilety na podmiejski pociąg na południe Bajkalu. Dwa dni za szarym Irkuckiem dobrze nam zrobią.
Plecak dolecial. Humor dobry. Bez odbioru.
Kontakt +48
600 247 191
robert.danieluk (at) gmail.com