
Prypeć. Ukraina 2009. Fot. Piotr Wittman / FOTORZEPA
0
600 247 191 (wszelakie
ubezpieczenia, porady doradców finansowych i fundusze
emerytalne mnie nie interesują)
gg:
2670258
robert(at)danieluk.net
robert.danieluk(at)gmail.com
Parę słów o sobie?
Czemu nie. Urodziłem się w 1983 roku w Warszawie. Pierwsze
zdjęcie w życiu zrobiłem w wakacje na wsi, był 1992 rok.
Pamiętam ten dzień. Na komunię dostałem analogową małpkę. Wziąłem do
ręki aparat i zapytałem Mamę czy mogę zrobić zdjęcie. Mama się
zgodziła, a ja poleciałem z nim do obory. Tam krowy i Babcia
która je doiła. Nie zastanawiając się nacisnąłem na spust.
Kiedy dziś wracam do niego, nie twierdzę, że jest złe. Jestem
zadowolony, że właśnie ten temat był treścią tego pierwszego. Gdzieś w
pudle trzymam jedyną odbitkę, mam nadzieję, że gdzieś też jest
negatyw. Później olałem fotografowanie i wszelakie
zabawy z aparatem. Żałuję bo to były dobre czasy, dzieciństwo, trzepak,
pierwsza deskorolka i koszulka z Żółwiami Nijna. Pod koniec
podstawówki, gdy wszyscy podniecali się super
ogólniakami, trafiła mi w łapę ulotka o Technikum
Fototechnicznym. Czemu nie? Był 1998.
W 2003 roku
szczęśliwie zdałem maturę i zrobiłem dyplom o łódzkich
fabrykach. Później nie dostałem się do filmówki
(z takimi pracami to szans nie było). Dwuletnia przygoda z Warszawską
Szkołą Reklamy, się skończyła pomyślnie dyplomem o trudzie
ludzkiej
pracy. Między jednym a drugim etapem mojego nauczania uruchomiłem
fotobloga, był początek 2004 roku. Pierwszym zdjęciem był kadr
z pogrzebu Czesława Niemena (nazwa senq, pochodzi od piosenki
"Sen o Warszawie").
Zawsze chciałem studiować poza Warszawą, więc zdawałem do
Gdańska. Było lato 2005. Tam po 3 i pół roku, skończyłem
fotografię na Akademii Sztuk Pięknych.
Dyplom LOMOwschód.
To taki symbol
tego wszystko co mnie w życiu kręci. Wschód! Nie wiem jak to
jest, ale ciągnie mnie tam. Kiedyś komuś opowiadałem jak to się dzieje,
że właśnie te kraje mnie tak interesują. Gdybym nie fotografował
poszedł bym na studia o profilu wschodnim. Pierwszy raz na
wschód pojechałem tuż po maturze. Sprzedałem gitarę i razem
z jakimiś menelami roznosiłem ulotki. Zarobiłem psie pieniądze, ale to
za 600zł spędziłem trzy tygodnie na Krymie. To było trafienie w
dziesiątkę! Od tamtej pory staram się raz, dwa razy do roku przekraczać
granicę wschodnią. Białoruś,
Ukraina,
Rosja.
W
tym roku udało
mi się w końcu pojechać do Czarnobyla.
Ten temat jest moim konikiem.
Tak właśnie powstał Doktor Radyacja,
myślałem nawet by zakończyć ten
projekt właśnie tam. Nie ma szans. Wyobraźnia to rzecz
której nie da się pokonać. W planie są dalsze wyprawy,
zbieram myśli, czasi forsę. Za rok w końcu kolej do krańca świata.
Tory, tory. W międzyczasie zrobiłem i pokazałem projekt Pod
Ziemią,
telefonem komórkowym przez prawie 11 miesięcy, rejestrowałem
życie warszawskiego metra.
Przez ten cały
czas współpracowałem przy wielu ciekawych projektach
fotograficznych, razem z Przemkiem Chudkiewiczem
zorganizowałem
pierwszy w Polsce Festiwal
Fotoblogów (FFB). Moje zdjęcia można
było zobaczyć m.in. we Wproście, Gazecie
Wyborczej, Dzienniku , Życiu
Warszawy, Sztuka.pl, Głosie
Pomorza, Wiadomosci24.pl,
Pod Prąd czy na
portalu TVNwarszawa.pl.
Obecnie współpracuję z Muzeum
Powstania Warszawskiego.
Tekst o
fotoblogu z 2006 roku:
Fotoblog powstał z potrzeby. Z
takiej potrzeby, jaką ma każdy człowiek.
Od zakupu butów po miłość. Powstał, bo to był okres, kiedy
nie robiłem
zdjęć od wielu miesięcy. Potem trafiła w łapy cyfra, zdjęcia się
gromadziły nie było wielu widzów. To zima, dziwny okres,
dzień krótki.
Nuda. Zaczęło się od pogrzebu Czesława Niemna. Bardzo mnie to poruszyło
i prawdę mówiąc mój pseudonim powstał w wyniku
ewolucji jednej z
piosenek Niemena. Postanowiłem dać zdjęcia i zacząć jakąś kronikę.
Kronikę mojego życia.
Początki zawsze są trudne. Z czasem i z
kolejnymi zdjęciami,
jakie umieszczałem każdego dnia na swoim fotoblogu odkrywałem, że już
nie tylko znajomi zaczęli go odwiedzać. Pojawiały się komentarze
zwykłych internatów. Zwykli ludzie zaczęli codziennie
odwiedzać to moje
miejsce w sieci.
Czasem by tylko tak po prostu sprawdzić, ocenić czasem coś pod nim
napisać.
Mijały miesiące, Fotoblog zaczął mnie
wprawiać w stan
uzależnienia. W stan nienasyconej potrzeby umieszczania zdjęć. Od
tematyki zwykłej, codziennej po obrazy ruszające człowieka. O takie
najtrudniej, bo wielu ludzi po prostu nie wgłębia się w przekaz. Ci,
którzy oddali swój głos to moja nagroda. Zdjęcia
typu „performance” z
kawałkiem mięsa w mojej gębie czy inne prowokacje to działanie typu
dajesz – oddaj. A ludzie oddawali i oddają.
Idąc z głównym mottem, jakim kieruje się te miejsce
„zdjęcie każdego
dnia” odkrywam, wiele rzeczy. Po pierwsze to, że życie to
tylko chwile,
które trzeba dokumentować, po drugie fakt działania na
widza.
Bardzo ważne są obrazy,
których wynikiem jest odzew. Chwile
życiowe, inscenizacje. Każdy dzień niesie za sobą jakieś fotografie,
które muszą się tu pokazać. To oczywiście żaden
mój obowiązek tylko
odpowiedzialność misji. W ciągu paru tygodni działania fotobloga nie
przypuszczałem, że można mieć, jakąkolwiek misję związaną z
pokazywaniem fotografii w zasadzie obcym widzom. Takie obnażanie się.
Pokazywanie innym swojego życia, punktu widzenia, prywatności,
znajomych, pokoju, brata czy po prostu
swojej twarzy. Oczywiście nie uważam swojej osoby jako kogoś
znaczącego. Osoby, która może coś zmienić w życiu innego
człowieka. Ale
każdy po spotkaniu z kimś, z czymś może zmienić coś w sobie. W swoim
punkcie spostrzegania pewnej „jakiejś” rzeczy czy
wydarzenia.
Białoruś. To jedna z tych rzeczy, o
której pisałem przed
chwilą. Pokazanie jakiegoś wątku, który jest mi bardzo
bliski. Pokazać
szarym widzom prawdę, ból człowieka, strach i piękno,
którego tak wielu
ludzi się obawia. Pokazać tu swoje największe pasje, marzenia.
Generalnie fotoblog ma swoją ewolucje – jak wszystko.
Budują go nastroje, wydarzenia, przy których lubię być,
bliscy ludzie i
Ci obcy, otoczenie, miejsca, słowa – wszystko. Fotoblog to
dziecko
które z wiekiem staje się co raz to lepsze, mądrzejsze i
umie więcej.
Rośnie i cieszy.
A dziś? Dziś mój Fotoblog to
dla mnie przede wszystkim
ciekawe
doświadczenie, możliwość pokazania swoich fotografii,
pomysłów, wizji,
mieć swoje miejsce. Dla mnie to wyzwanie. Czasem jak cofnę się wstecz
to fotoblog staje się wyjątkowym zapisem mojego życia. Oglądam archiwum
jak jakiś „widz”. Zdjęcia, podpisy nie na papierze
nie w szufladzie a w
internecie, dostępne dla wszystkich…
|